19 mar 2017

Czy jest ktoś, kto cię kocha

Nie przepadam za opowiadaniami. Wolę powoli zaprzyjaźniać się z bohaterami powieści. W przypadku tomu opowiadań "Czy jest ktoś, kto cię kocha" było inaczej. Trochę jak z czekoladą - zjesz jedną kostkę i wiesz, że na tym nie poprzestaniesz. Kończysz pierwsze, tytułowe opowiadanie i wiesz, że zarwiesz noc i nie oderwiesz się od stworzonego przez Kalina Terzijskiego świata. Świata w którym dominuje głód miłości, a ona sama przedstawiana jest w różnorodnych odcieniach. Stylem pięknym, niczym estetyczna edytorsko okładka, z mnóstwem trafnych obserwacji i celnych metafor. Obok miłości jest tu samotność i śmierć, które nie ciążą, bo oprawione są w ramy groteski. Terzijski mówi wprost, bez lukru, o miłości niespełnionej, tłumieniu emocji, nakładaniu masek, uczuciowej nieporadności. A że czyni to z wyrozumiałością i absurdalnym poczuciem humoru, czyta się te opowiadania tak, jak słucha się gawęd dobrego znajomego. Bo i Terzijski ma coś z Bułhakowa (wybitne opowiadanie Świąteczny tryptyk) czy z Kereta (opowiadanie Historia z krawatem), zachowując przy tym własny styl, który łączy te opowiadania w zgrabną całość. Można ją przeczytać jednym tchem, z dosłownością, a można dawkować po kawałku, przeplatając lekturę refleksją, skupiając się na symbolach, lub dopisując do historii własne zakończenia (opowiadanie Jedna z dwóch dróg). Mnie urzekła szczególnie reinterpretacja opowieści o Sinobrodym, wspomniane już opowiadanie "Świąteczny tryptyk" i miniatura "Kolekcjoner cennych rzeczy", którą przeczytałam kilka razy. I cały zbiór przeczytam pewnie nie raz, bo lektura to - mimo ciężkości tematyki - na swój sposób oczyszczająca, prawdziwa i pełna zrozumienia, niczym rozmowa z  przyjacielem.

"Czy jest ktoś, kto cię kocha" Kalin Terzijski, seria Bułgarskie Klimaty, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2015.

25 lut 2017

Statystyczny Polak czyta minus dwie książki

W dzisiejszym wydaniu Gazety ukazał się wywiad z Wiktorem Zborowskim (świetna rola w rewelacyjnym "Pokocie"). Agnieszka Kublik zapytała aktora o lektury:

[W liceum] czytałem absolutnie wszystko, co wpadło mi w ręce. Miałem przeczytaną całą domową biblioteczkę. I całą szkolną. Gdy mama mnie zapisała do biblioteki publicznej, w pewnym momencie nie miałem już co czytać. "Trylogią" byłem zachwycony w wieku 11 lat. Rok później zabrałem się za Dostojewskiego i tak się zniechęciłem, że wróciłem do niego po 20 latach. Zrobiłem zestawienie i wyszło mi, że czytam 40 książek rocznie. A w związku z tym statystyczny Polak czyta tylko minus dwie książki rocznie.
Ostatnio robię sobie powtórki. Przynajmniej raz-dwa razy w roku biorę się za coś, co czytałem 40 lat temu, np. "Braci Karamazow". I stwierdziłem, że nic się nie zmieniło. To samo w tej powieści mnie fascynuje i to samo nudzi. Albo ja nic się nie rozwinąłem, albo książka ma takie momenty, które na mnie nie działają. Bo np. "Czarodziejska góra" Manna to była i jest fantastyczna lektura. No i "Mistrz i Małgorzata", moja najukochańsza książka, dla mnie najwybitniejsza powieść XX w.
Ostatnio przeczytałem "Króla" Twardocha. To jest tak napisane, że aż uderzałem w płacz, że mi się ta książka kończy. Teraz kończę o Wieniawie, czyli "Szwoleżer na Pegazie" Urbanka, też piękna rzecz. Przed chwilą skończyłem wstrząsające "Miasta śmierci" Mirosława Tryczyka, a za chwilę "Cynkowych chłopców" Aleksiejewicz będę przerabiał. Stos rośnie, nie nadążam. 
Rytuał czytania? 
Noszę książki ze sobą i czytam wszędzie, gdzie się da, w kolejce sklepowej, w banku. 
Ile ma pan książek? 
Nie tak strasznie dużo, około dwóch tysięcy. Ale każda inna, cha, cha.
Papierowe? 
Wyłącznie. Lubię coś zaznaczyć, podkreślić, jakąś uwagę czasem napisać. A te czytniki jakieś takie bezosobowo-techniczne. 

źródło: Gazeta Wyborcza, nr 478959, sobota-niedziela 25-26 lutego 2017, s. 24-25. 

22 lut 2017

Bibliotekarka Wiktoria

Poznajcie Wiktorię - bibliotekarkę, bohaterkę powieści dla dzieci "Wiktorio, I love you". 
Wiktoria ma burzę rudych włosów i wita się mówiąc Howdy. Jest otwarta i szczera, a także - jak się okazuje w wyniku splotu pewnych okoliczności - także odważna i dzielna. Niepoprawnie pali papierosy i rozbija się po mieście książkobusem. Uważa, że książka to najlepszy przyjaciel. Ona sama staje się najlepszą przyjaciółką dla pogubionej dziewięciolatki Linn, która nie może sobie znaleźć miejsca po odejściu ojca. Oprócz bibliotekarki spotkamy w powieści kota Gwoździka, nieuprzejmą sąsiadkę, tajemniczego dziadka i równolatka Linn - Simona. 


Co ciekawe, autorka powieści - Maja Hjertzell - także jest bibliotekarką, pracującą w szkole.  Jej ojciec także był bibliotekarzem. Zatem jako dziecko dużo czytała, a największy wpływ na małą Maję miała książka "Harriet szpieg" Louise Fitzhugh. Maja, tak jak bohaterka powieści, nosiła przy sobie notes. Nieśmiałej dziewczynce łatwiej było wyrazić siebie poprzez pisanie. Jako pisarka zadebiutowała w 2001 roku. Wydała do tej pory kilka książek dla dzieci i młodzieży. 

[źródło]

.  

21 lut 2017

Obrotna bibliotekarka

Jak donosi portal Fakt.pl (o sprawie napisał też Dziennik Wschodni), bibliotekarka, pracująca w jednej z polskich bibliotek, zaciągała kredyty, wykorzystując dane czytelników. Sumy pojedynczych zobowiązań nie były wielkie, ale razem dały kwotę ponad 100 tys. zł, które bibliotekarka rzekomo przeznaczyła na... ubrania i kosmetyki. Obrotna biblioteka pracowała w bibliotece 18 lat. Została już zwolniona z pracy. 


Rozumiem, że można sobie sprawdzić co czyta były facet albo kiedy koleżanka ma urodziny - bo nie ma konta na Fb😉 - ale żeby wykorzystywać w ten sposób dane osobowe? Ryzykować utratę fajnej roboty i niezłego w niej stażu dla kilku szmat? No, dobra od wyrokowania są sądy, ale wkurza mnie to nadszarpnięcie społecznego zaufania do naszej profesji, bo każda taka historia skutkuje problemami z podawaniem danych przy zapisie do biblioteki. 

12 lut 2017

Życie na poczytaniu

Olga Tokarczuk w wywiadzie udzielonym Michałowi Nogasiowi powiedziała, że dobra literatura potrafi postawić dobre pytania. Swoistym przewodnikiem po dobrej literaturze, ale też instrukcją do tego jak stawiać pytania, jest - drugie już wydanie - wywiadów Grzegorza Jankowicza z najwybitniejszymi współczesnymi pisarzami i intelektualistami, które ukazały się nakładem wydawnictwa Książkowe Klimaty.  Wywiadów nie tylko wokół tworzenia literatury, ale i jej odbioru - tego wszystkiego, co dzieje się "po czytaniu". 


Grzegorz Jankowicz - krytyk i filozof literatury - tworzy niezwykły kalejdoskop literacki naszych czasów: w zbiorze znajdziemy m.in. wywiad z Borisem Akuninem, Świetłaną Aleksiejewicz, czy Etgarem Keretem. Czytelnik, nawykły do wywiadów z twórcami, które ukazują się na łamach prasy popularnej (sama bardzo często dzielę się tu cytatami z tychże) może być przyjemnie zaskoczony. Rozmowy zawarte w tomie "Życie na poczytaniu. Rozmowy o literaturze i reszcie świata" mogą okazać się nadzwyczajną, intelektualną wyprawą, za sprawą osobistego piętna i erudycji prowadzącego rozmowę. Z prawdziwym znawstwem, ale i pasją otwiera on dla czytelnika literackie światy. Osobiście sięgnę po nieznaną dotąd prozę John'a Banville'a, w którego twórczości istotną rolę odgrywają zwierzęta, a który stwierdził:
Jednym z naszych największych błędów było zerwanie łączności ze światem zwierząt. W pewnym momencie cywilizacyjnego rozwoju przestaliśmy być zwierzętami i zaczęliśmy być ludźmi. Zmieniliśmy się w podobne bogom istoty, którym wydaje się, że mogą robić ze światem co im się żywnie podoba. Ta postawa została ugruntowana przez chrześcijaństwo. Świat nie należy do nas! Nie jesteśmy centrum kosmosu!  (...) Arogancja, którą rozwinęliśmy w czasach Renesansu, rujnuje naszą relację ze światem. 
Ciekawy jest też wywiad z Paulem Austerem, który opowiada jak zaczęła się jego przygoda z pisaniem:
Przeczytałem "Zbrodnię i karę" Dostojewskiego. Urwało mi pół czaszki i rozbiło na tysiąc kawałków. Gdy już udało mi się poskładać te wszystkie rozrzucone części, doszedłem do wniosku, że skoro można doprowadzić czytelnika do takiego stanu, pisanie musi być rewelacyjnym zajęciem.  
Z kolei węgierski prozaik Gyorgy Spiro stwierdza, że pisanie zawsze jest ucieczką przed rzeczywistością. Pisarz ma ten przywilej, że póki pracuje, może miesiącami, a nawet latami przebywać w zupełnie innym świecie. To go chroni przed prawdziwym życiem.  Z powodzeniem można rozciągnąć to na sam akt czytania - jakże często chowamy się w książkach kiedy rzeczywistość wokół przypomina rozchybotaną łódź.

Za najciekawszy (żeby nie powiedzieć smakowity - z punktu widzenia bibliotekarza) fragment książki Jankowicza uważam jednak ostatnią część, zatytułowaną "We władzy książek". Rozmawia tam z Earl'em Havensem - bibliofilem i kustoszem zbiorów specjalnych Sheridan Libraries, ks. Adamem Bonieckim, a także z Alberto Manguelem - pisarzem, tłumaczem i wydawcą. Ten ostatni dzieli się takim oto spostrzeżeniem dotyczącym lektur:
Gdy byłem młody, myśl o tym, że nie będę w stanie przeczytać wszystkich książek, na które mam ochotę, potwornie mnie przygnębiała. Ale dziś mam sześćdziesiąt trzy lata. Inaczej patrzę na biblioteczne katalogi, na olbrzymie stosy książek zalegające na moim biurku. Coraz częściej myśl o niemożliwości przeczytania wszystkiego wywołuje we mnie poczucie ulgi. Podobnie jest z miejscami, których nie zdołam odwiedzić, a także z ludźmi, których nie zdążę poznać. Coraz większą przyjemność sprawia mi powtórna lektura tych samych tekstów, powrót do miejsc, które już dobrze znam i rozmowa ze starymi przyjaciółmi. W tych miejscach, w towarzystwie tych ludzi mogę wreszcie pomilczeć...
 Coraz częściej czytam książki, które już znam - jest w tym coś kojącego. Niemniej wywiady ułożone we wspomnianym tomie rozbudziły we mnie apetyt na odkrycie nieznanych literackich lądów. Takich, które nie pretendują do bestsellera Empiku, ale pozostawią po sobie coś więcej niż ogólne wrażenie, mgliste wspomnienie. Wywołają "intensywnie odczuwalną potrzebę rozmowy". Takich inspiracji w publikacji Jankowicza nie brakuje. 

5 lut 2017

Strajk przeciwksiążkowy

W Magazynie Świątecznym (Gazeta, 4-5 lutego) ukazał się bardzo ciekawy wywiad z Robertem Górskim, współtwórcą Kabaretu Moralnego Niepokoju. Opowiada on o swojej edukacyjnej drodze i czytaniu, rzecz jasna:

W ogóle czytałem bardzo dużo. I patrzę ze zgrozą na to, co się dzieje z moim 12-letnim synem, który w ogóle nie chce czytać. Nawet urządził taki jednoosobowy strajk przeciwksiążkowy, bo czytanie książek jest nudne.
Gdy byłem w jego wieku, książki były najfajniejszą formą spędzania czasu. Może dlatego, że nie było innych rozrywek? Więc czytałem wszystkie "Tomki" Szklarskiego, "Pana Samochodzika", pewnie jak każdy z nas, "Winnetou", Centkiewiczów, oczywiście. Literaturę młodzieżową miałem opanowaną. (...). Mam nadzieję, że [syn] się przełamie. Jak był mały czytałem mu przed snem, opowiadałem bajki. Wydawało mi się to naturalne, że dorastający człowiek, czy dziecko, które przestaje być już dzieckiem, w normalnym odruchu sięga po książkę, żeby przeczytać o jakichś przygodach, choćby Plastusia. Ale wirtualny świat wciąga bardziej.
To w ogóle dziwne. Mamy coraz więcej ludzi wykształconych. Teoretycznie. A praktycznie coraz mniej ludzi czyta książki. Mnie wykształcenie kojarzy się przede wszystkim nie z dyplomem, ale z czytaniem.

Dalej opowiada o wyższości Mickiewicza nad Słowackim, przeczytaniu "całego" Kochanowskiego i o czytaniu obecnie:
Mam parę rozpoczętych książek. Zawsze tak było, że nie sposób się skupić na jednej. Czytam tak, jak Konwicki pisał. Tak sobie półleżał, miał przygięte nogi w kolanach i opartą książkę o te kolana. Ja też tak sobie piszę i tak czytam. Niestety, interesujące książki są zazwyczaj bardzo grube, wobec tego bardzo ciężkie i nie da się ich czytać w autobusie. (...).

W wywiadzie przeczytamy też o zamiłowaniu do literatury rosyjskiej, ulubionym bohaterze literackim Górskiego i wyższości książek nad e-bookami.

24 sty 2017

Sen w bibliotece

Może to za sprawą smogu lub też oparów politycznych absurdów, ale sennie mi jakoś ostatnio. Jest taka piosenka zespołu Mikromusic "Sennik":

Dziś pospałabym ciut dłużej,
chcę dokończyć mój dziwny sen,
w którym układam górę z książek, 
na trawie zielonej wśród drzew.
I nagle na zielonym rowerze,
przyjeżdża do mnie znajomy ktoś
I mówi, że ze mną chce przeczytać, 
tę jedną z miliona ksiąg. 
Rozplątać już nie mogę tego,
co jest snem, a co moim życiem.
Wczoraj także mi się śniłeś,
w bibliotece roztaczałeś czar swój
Prosiłeś do tańca wszystkie panie,
by żadna z nich nie podpierała ścian...

[źródło]

Mam taki sennik, w którym hasło biblioteka występuje zaraz obok biegunki. Znamienne. Sen o bibliotece oznacza, według tego sennika, dość dotychczasowego życia. Ciekawe. Jeśli zaś w bibliotece zajmujemy się wszystkim innym, tylko nie lekturą, to oznacza, że próbujemy wywieść w pole przyjaciół. Jest jeszcze hasło księgarnia (ambicje literackie przeszkadzają ci w normalnym, stałym zajęciu) i książka (dostatek). Ani słowa rzecz jasna o ladzie bibliotecznej, rewersie, katalogu, czy wózku bibliotecznym. A szkoda, bo często miewam sen o tym, że pcham wózek z książkami przez całe miasto. W snach gościnnie obsługuję też w obcych bibliotekach, zastanawiając się co ja do cholery tam robię, skoro w swojej mam tyle roboty... Jeśli ktoś chciałby się podzielić swoim snem o pracy, to zapraszam :) 
Dobranoc.